Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Wsju żyzń pachaw u poli,
Tam naterpiwsi boli,
A prezydent daw woli –
Ja biznesmenom staw.
I maw solidne djeło,
Ja wypuskaw fanjeru,
A djeło jszło, aż pjeło,
No wdruh pryjszła bida.
To buło des tak w serpnju,
Pryjszow w moju majsternju
Jakyjs błatnyj w nakołkach
I z nym p’jat buhajiw.
Nazwaw mene Kyrjuchow,
Raz palnuw poza wucha,
Kazaw, szob ja szomisic
Fanjeru widstihaw.
Ne dam wam ni kopijky,
Ty tut si ne wymachuj,
Anu walit wsi zwidsy,
W kołhospi zarobit!
Win wytihnuw bałonczyk,
Szczos porsknuw meni w pysok,
I za jakus sekundu
Rozbyw mja paralicz.
Ocznuwsi ja des w lisi,
Wony my morduwały,
Jak w kinach partyzaniw
Katuje ljutyj wrah.
Widdam wam wsju fanjeru
I kłej, i cyrkuljarku,
Tilko ne byj po karku,
Joj, chłopci, ne duszit!