Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Łis...
Wkrytyj snihom lis.
Pid wełycznym nebom,
Sered biłych hir.
Nicz...
Z lisom wicz-na-wicz.
Czuju tilky tebe,
Strymujuczy zir.
Wir
Kryształewych ozer oczam.
Ne pokynu sercem
Cej preczystyj chram.
Ja duszeju j dumkamy tam...
Tysnut tysjaczi temnych bram.
Krow tak sylno b’jetsja...
Szczo ja wtraczu i szczo widdam –
Wse odno załyszus ja tam...
Sered noczi,
Pid hiłkamy,
U ozercja
Kryżanoho
Zapljuszczu oczi,
Zamerznut rany,
Zab’jetsja serce –
Nema nikoho,
Tilky witer,
Ta j derewa,
Snih łoskocze,
Ukrywaje,
Kryha wkryta
Kryształewa –
Taki noczi
W moho Raju...
W snach rozczynjajuczys bil promyne
I wse-taky szczos nepokojit mene,
Serce wse szwydsze i szwydsze stuczyt,
Nemow widczuwaje zahybeli myt.
I po sekundam widstukuje czas,
Os wono – sprawżnje żyttja bez prykras,
A szczo maje sens, jakszczo skoro pomru?
Aż raptom prymara prodowżuje hru!..
Wmyt z poszmatowanych sirych nebes
Zirwetsja sztorm, jak rozljuczenyj pes,
Wdaryt porywom ta j wdaryt iszcze,
Chytki budiwli roztroszczyt uszczent.
Tysjaczi wyrwe iz kornem derew,
Powitrja pronyzyt wbywajuczyj rew,
I wsich pochowaje u bilij truni
Witrom bezżalnym probudżenyj snih.