Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Ja idu na rozsłaboni, popywajuczy sik,
Sonce swityt meni w skronju, zihriwaje liwyj bik.
Pachne lito łypocwitom i benteżyt moju krow,
Zmusyt zbudżeno tremtity, potim rozsłabljaje znow.
Prodajutsja połunyci za cinoju kowbasy,
Koroteseńki spidnyci, jak mahnitni poljusy.
Moji pohljady błukajut znyzu-whoru, zhory-wnyz –
Ni na szczo ne natjakaju, prosto mriju pro sjurpryz.
Projiżdżaje wantażiwka, natyskaje na kłakson,
Duże netwereza żinka demonstruje łeksykon.
Kożen maje swoji sprawy, kożen maje własnyj bil,
To rozbihłys wliwo-wprawo, to złetiłys zwidusil.
Perepowneni wokzały, na kwytky roste cina.
Des po radio skazały – czy to kryza, czy wijna.
Emihranty, okupanty – wybyraty nam ne czas!
My – czornobylski mutanty, w serci kożnoho iz nas...
Pryspiw:
Atomna pomp! Atomna pa!
Atomna pomp! Pomp! Atomna pa! Pa!
Znowu tysnut zwidusjudy i dorosli, i mali.
Des podiłys dobri ljudy, załyszyłys tilky zli.
Szczo czekaty? Treba braty ce żyttja pid swij kontrol,
Rozrywaty puta-graty, żyty, a ne hraty rol!
Ja do soncja posmichajus – szczo tam, sonce, jak żywesz?
Hrudy rozpyraje radist i wona ne maje meż!
Wirju ja – z hydkoji brahy wyjde dywowyżnyj kwas!
I dodaje meni nasnahy te, szczo w kożnomu i z nas...
Pryspiw