Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Szczonoczi sad prychodyt do wikna
I żytnje połe szełestyt szczonoczi,
A żinka ta, szczo na zemli odna,
Stojit za krok i ne widwodyt oczi.
Skaży – pytaje – jak ty deń prożyw?
I szczo zrobyw? I czy zrobyw, jak treba?
Czy dobru pam’jat ljudjam załyszyw?
Czy z osudom podumajut pro tebe?
Łjudske żyttja składajetsja ne z lit,
A naszu dolju tworjat naszi sprawy,
Ne tilky deń, a nawit kożna myt –
To krok do czesti, sławy czy nesławy.
Łehkych szljachiw ni w koho ne buło,
I de b ne buw ty majesz pam’jataty:
Na tebe zawżdy dywytsja seło
Oczyma wikon batkiwskoji chaty.
Ne osorom swojich starych batkiw,
Zemli, szczo perszyj krok twij pam’jataje.
Nechaj dowiczno w dumach zemljakiw
Twoje im’ja powaha ohortaje.
Bo tilky tak prożyti dni j lita,
De kożna myt wysokym zmistom swityt,
Dajut pidstawy nazywat żyttja
Potribnym ljudjam, batkiwszczyni, switu.
Wona mene nawiduje szczonicz,
Jak ne chytruj niczoho ne schowaty.
Stojit za krok i ne widwodyt wicz,
I ne zbahnesz – Witczyzna to, czy maty? (2 ost rjadky – 2)
Szczonoczi sad prychodyt do wikna
I żytnje połe szełestyt szczonoczi...