Większa czcionka | Mniejsza czcionka
U kwitni simdesjat wosmoho
ja łeżaw na pidłozi w odnomu z hurtożytkiw Łwowa,
majże neprytomnyj wid wypytoho
i wisimnadcjatylitnij.
Nadi mnoju szczos widbuwałosja, moji starszi
druzjaky pryjmały hostej, pyły czaj
z wynom, warnjakały pro mystectwo.
Moju hołowu krutyło w centryfuzi.
Zdajetsja, to buło neszczasływe kochannja
i probłemy z kursowoju w tomu czysli.
Kriz tuman w oczach
ja pobaczyw patłati obrysy Dema i prowaływsja
u szcze hłybszu bezodnju: nemożływo! Delirium
tremens: Dem u mojij kimnati!
Ja wże ne znaju, dobre ce czy pohano,
ałe u wisimnadcjat rokiw my wse szcze potrebujemo
kultiw, ikon, czy szwydsze idoliw.
Dem buw chudożnykom alternatywy.
Dem buw hipowyj, sjurowyj, dżynsowyj,
asocialnyj, uniwersalnyj.
Menty w’jazały joho zamałym ne szczodnja.
Joho kartynky kupuwały zachidni snoby.
Jak usi fanatyky, ja hotowyj buw myty
joho podirjawłeni stopy.
Win buw swjatyj moho kultu, you know what I mean.
U żowtni dwi tysjaczi druhoho
(niczoho ż sobi, czwert wiku jak witrom zduło!)
joho ne pustyły na mij weczir.
Każut, win buw majże neprytomnyj
wid wypytoho i ne nadawawsja. Tym bilsze,
dlja takoho alternatywnoho zibrannja.
Use, szczo łyszyłosja toho razu wid ńoho –
jakas taka litohrafija
zawbilszky z posztowu marku, dlja mene.
Ja nawit ne znaju, szczo z neju robyty.
Jakos dywno wiszaty posztowu marku na stinu.
Ałe ja ne pro te –
ja pro wiczne rozmynannja. Stilky obłycz
zasmoktało u nedosjażni widstijnyky!
Wony wże nawit ne kryczat zwidty,
wże nawit ne kryczat.
I stilky wsoho ne stałosja, szczo bilsze
j ne stanetsja.
A z inszoho boku –
jakyj roman my udwoch napysały, sami
ne widajuczy! Jaka new***enna epicznist
na ciłych czwert wiku! Dem! Ty czujesz?!
Dem!
Ce ja do tebe kryczu zi swoho widstijnyka.