Większa czcionka | Mniejsza czcionka
U miżnarodnomu potjazi Czerniwci – Peremyszl,
na perehoni miż Frankiwskom i Łwowom,
kołomyjski zarobitczany i zarobitczanky
whołos pidrachowujut
uczoraszni litaky nad Amerykoju.
Odynadcjat litakiw, ciłych
odynadcjat!
Ja podumky pryjednujusja,
podumky zahynajuczy palci.
Perszi dwa roz***bały
World Trade Center,
szcze dwa wrizałysja
w budiwlju Pentahonu.
Majemo czotyry.
P’jatyj upaw u lisach Pensylwaniji
(czy ne pid tymy sosnamy, kotri ja wostannje
obijmaw u czerwni?)
Szcze odyn nad Czykago.
Pljus odyn nad Eł-Ej.
Majemo sim. Ałe de inszi czotyry?
Szcze litajut? Zbyti?
Czy wybuchnuły w nebi? I jak tam Łas Wegas?
I de buw Małder, i szczo robyła Skałli?
I czomu Brjus ne zakryw soboju
żodnoji kabiny piłotiw,
z odynadcjaty – żodnoji?
I czomu ani Meł, ani Czak, ani inszi,
ne każuczy wże pro Nikkejżda czy Arnolda,
ne wtrutyłysja w aferu, stikajuczy krow’ju,
za piwsekundy
do katastrofy
rozbywszy kapsułu, powernuwszy ważil,
dotjahnuwszys kinczykamy palciw
do detonatora?..
Najstrasznisze – ce koły heroji bezsyli.
Najsumnisze, koły rjatiwnyky ne rjatujut.
Boże, wrjatuj chocz Ty:
i cju dytynnu Ameryku, i wsich nas, chto w dorozi,
i tych, jaki wdoma, i nawit tych bożewilnych...
Jakszczo ce tilky wchodyt u Twoji namiry...