Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Ranok pohożyj, chorosza pohoda
Ja znowu krokuju po swojich diłach.
Wraz ozyrnuwszys meni staje młosno,
Ta ja rozumiju zwidky wzjawsja cej strach.
Kudy ja ne hljanu, de ne powernusja
Ne wydno ni radoszcziw (bil łysze), ni dobroty.
I ljudy, jak neljudy nezrozumili,
Rozsijujut zło – prydurky tupi.
Pryspiw:
Czomu, pidkażit meni chto-nebud, ja
Ne możu spryjmaty cej swit zabuttja.
I jak meni dali otut isnuwaty,
Newże kożen deń dowedetsja wmyraty?
Zło nawkruhy, powsjudy j dowkoła
Wono nas z’jidaje nemow toj czerw’jak.
Ce jak epidemija, szczo nas zarażaje
Ta szczepłeń wid neji nemaje nijak.
Meni ce nabrydło, meni ce ohydno,
Ta chto ja takyj, szczob wa pominjat?
Tomu j załyszajetsja meni łysz jedyne
Łjahaty w trunu i tycho wmyrat.
Pryspiw
Możływo w was je szcze nadija w duszi
Szczob ce zminyty rozbyty ce wse wszczert.
Ta podywywszys w ostannje na was zrozumiw:
Ja radyj, szczo wse ż taky zaraz ja wmer.