Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Oj u sadu, sadu-wynohradu
Stojit konyczeńko na prodażu.
A nikomu konja pokupyty,
A nikomu konja zapłatyty.
Najichały kupci iz Warszawy,
Sejczas toho konyka storhuwały.
Wże ż toho konyka zapłatyły,
Dały sto czerwonych i czotyry.
– Wyjdy, wyjdy, moja myła, podywysja,
Czy choroszyj kupczyk naradywsja.
Ne wychodyt myła, wyjszła maty:
– Wże ż twoji myłoji ne wydaty.
Wże ż twoju myłuju schoronyły,
W wysznewim sadoczku położyły.
W hołowach kałynu posadyły
Szcze j biłym kaminnjam prykotyły.
– Ty, wysznewyj sad, rozwynysja,
Ty, biłyj kamene, widkotysja!
Ty, biłyj kamene, widkotysja,
Ty ż, moja myłeńka, obizwysja!
– Czy dozwołysz meni żurytysja,
Czy pozwołysz meni żenytysja?
– Ne pozwolju tobi żurytysja,
Pozwolju tobi żenytysja.
Łysz ne bery myłyj, diwczynońky,
Bo ta ne pryhorne dytynońky.
Wozmy sobi łuczsze udiwońku,
Ta pryhorne moju dytynońku.