Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Oczi jiji dwi smarahdowi dali,
Ja słabokryłyj do nych dołetity.
Ne w zmozi, skonaju, nacze na pali,
W horjaczomu łoni sebe spopełyty.
U soncja spytaju: "de sjajwo distało?"
"Pozyczyło w neji, a ty stereżysja –
Jiji pociłunok, o, zajdo zuchwałyj,
Roztopyt na wisk, nawit jakszczo nasnywsja".
Z im’jam jiji umyrajut heroji
W serci, prokromłenym hostrym meczem.
J donisszy joho do krajiny czużoji,
Ne wystaczyt sliz wsich omyty doszczem.
Tiło, jakomu zamało i chramu,
Czy opowyje mene mołokom?
Czy ruża rozkryje krywawuju ranu?
Neosjażnym, jak obrij, czy bude wono?
Po slidu jiji jde wesna za zymoju,
Dzwinu piseń ptyc nawczyła wona,
Zanapastyw sebe ja obijm tajinoju
Noczi z jakoji dorohy nema.
Probudywsja wid snu – swiżyj podych switanku
Wyprowadyt w dorohu, podaruje konja.
Ja jiji ukradu, witra kochanku,
Nazdohnaty ne zmoże, wona bude moja.