Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Myromen:
Systema – u jakij pływemo, spokonwiczna probłema,
Dlja ljudej, jaki choczut żyty poza neju,
Okremo wid usich isnuwaty sobi,
Ne bojatysja nikoho j niczoho,
Możływo, treba sprobuwaty i meni zrobyty chid takyj...
Wyjty za ramky, j ne powertatysja sjudy,
Odnym dotykom zminyty wsich i wse, szczo nawkoło mene je,
Moje bażannja znajty sebe, i te, szczo moje,
Zahubłene pomiż wełykych sirych stin,
Jaki nawkoło nas rokamy buduwały szakały,
A my szukały sprawedływist, szukały istynu,
Szukały des w sobi, ałe mabut zapizno wże...
Hodi obicjanok, wże hodi z nas pustych sliw,
Nabrydło słuchaty, nawkoło tilky zrady j hniw,
Słuchaj prawdu, jaka z wust mołodi łyne,
Sprobuj znajty u comu zołotu seredynu,
Jedyna probłema – nas mało, chto zrozumije,
Ałe żyty poza hroju bahato chto mrije...
Odna nadija, jaka wes czas nas hrije,
Dywne jakes widczuttja u szczo my wirymo,
Buło kołys wse sirym, na kinec wono zitliło,
Smiływo możemo ity wpered, ałe czy dijdemo...
Dijdemo do kincewoho etapu hry, (a tam szczo?) a tam nikoho...
Niczoho krim naszoho słowa,
I szo z coho? nema pidtrymky zzowni,
Musymo sami pidnimatysja z coji bezodni,
Dowkoła kłouny i takych powsjudy miljony,
Tonnamy rozdajut swoje hiwno, a my, jak zombi
Spryjmajemo ce, niby na szyji kilce, jake keruje wamy,
A wam ważko zbahnuty ce!
Typu ne prawda... typu rozwodjat warwary,
Nu j szo z coho, wam i tak nasraty zdawna...
Moje pytannja: "czy załyszyte za soboju slid?"
My z Kryżykom poza hroju – u nas swidomi pohljady na swit!
Pryspiw:
Swidomi pohljady na swit, pid bas i bit,
Nadiji rozbyti i wże na jich mohyłach kwity,
Ne budte najiwni, jak dity, nadiju ne ubyty
My to rozumijemo, szczo ce wse bułszit...
Kryżyk:
Meni ne treba wkazuwaty, kym buty, jak buty,
Ja budu sam soboju, ja ne ljalka wudu,
Na hrudy ja beru tjahar, jakyj ne cinjat ljudy,
Na foni inszych turbot, moji pokryti brudom.
Powsjudy bezlicz takych, ja nacze widczuwaju ce,
Wony trymajut u sobi ce, bo inszi łajutsja,
Nacze ljakajutsja toho, szczo pokaraje zhraja,
Za prawdu i za istynu, jaku zawżdy chowajut.
Na żal, jiji tajat druzi, wbywaje urjad,
Tebe hodujut obicjankamy, znowu ż durjat!
Tobi może brechaty, toj chto wes czas porjad,
Szkoda szczo w comu wypadku, ne win zaznaje horja.
Możływo potim, możływo zhodom,
Nahoda ne ljahaje pid tebe, neju keruje narod,
Skorisze sylnyj keruje, a słabym ***,
A ja swidomo zważuju żyttja, i rymuju.
Ta rymuwaty może kożnyj, ałe czy można,
Rymamy cymy wymyty te, szczo j tak porożnje!
Ja pro ideji, ja pro zakony,
Jaki ne wyznajut, a na paperach miljony...
Nasampered ce ne powaha do samoho sebe,
I wy pytajete, dlja czoho zminy? Komu ce treba?
Nawiszczo zminjuwaty te, szczo uże isnuje,
Zwyczajno. Dawno na ce usi pokłały ***.
Tomu j ne strymujut ne wżyty ce hanebne słowo,
I Po***, powtorjuwatymu znowu i znowu
Cja mowa same dlja takych, jakym bajdużi dowody,
Ce pohljady na sohodennja iz wust mołodi.
Pryspiw (2)