Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Zajdu w Dnipro w soroczci bilij
I chreszczennja pryjmu swjate.
I knjaz Wełykyj – Wołodymyr
Wid mene oczi widwede.
Teper u ńoho cesariwna,
Taka łampada zołota.
Powinczana żona pokirna,
Car-mista szczedra danyna.
A nas Perun sribnohołowyj
U prystrasti nicznij jednaw.
J mene – bojarsku dońku hordu –
Knjaz pid zirkamy ciłuwaw.
Ach, Łado, ci lisy i trawy,
J riky, i czystyj nebokraj –
Wse perepowneno bohamy,
I ce słow’janskyj drewnij raj.
Polowyky z wołoszok mrużatsja,
Werta Weczirka z troch dorih...
Bohy żachajut i smijutsja,
I nam ne sumno sered nych.
Łisawky, mawky, perepłuty...
I nad usim – wełycznyj Rid,
Jakyj stworyw cej biłyj swit
Dlja radosti – ne dlja spokuty.
Chaj Dołenyci wkażut deń,
Koły wkłonjusja ja, poswatana.
Ja tak czekała, szczo Połel
Kochannju naszomu spiwatyme.
Bohiw zawmerły hołosy,
Pozadu pohljad knjazja switytsja.
Ja w wodu – Ładoju Rusi,
Szczob wyjty z neji wże czernyceju.
Ja zmyła wsi swoji hrichy,
Wsi poczuttja swoji soromni.
Ta kriz oswjaczeni wiky
Dażboh sijaje nad soboramy.