Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Nemow toj ołeń, zahnanyj w bołoto,
Zackowanyj sobakamy w lisach,
Borołasja wataha i pichota,
Kinnota jszła za nymy po slidach.
Wpade z utomy wijsko po dorozi,
Ne w syłach krisa wderżaty w rukach,
A bosi nohy puchnut u nemozi,
Krowawljat rany w dranych onuczach.
I bij kypyt, ostanni uże syły,
A połk za połkom wijsk worożych jde,
Naraz chtos kryknuw: "W nas nema nabojiw!"
Zwenyt z połudnja jich poslidnij strił.
Zahnały nas, zabrały wid nas zbroju
Wirnych syniw swjatoji borotby.
I wpaw nakaz, szczob własnymy rukamy
Kopały my sami sobi hroby.
A jak mohyła wże buła hotowa,
To na proszczannja howoryw nam kat:
"Tut wilna wam, soborna Ukrajina,
Dlja was nema ni łasky, ni poszczad.
A może chtos izłożyt z was prysjahu,
Szczo bude widteper Moskwi służyt
I widreczetsja wid swojoho stjahu, –
To j bude wilno i szczasływo żyt".
W pochmuru dnynu sered mrjaky
Nad swiżym hrobom, szczo na nych czekaw,
Stojało 360 junakiw –
Nichto ne zradyw, łasky ne błahaw.
Upaw nakaz, kłekoczut skorostriły,
A wijsko stełytsja, nemow trawa,
A trup za trupom padaje w mohyłu,
I skorostrił kłekocze, ne whawa.
Z nepownoji widkrytoji szcze jamy
Nesutsja kryky ranenych i zow.
I chtos hrozyw krywawymy rukamy:
"My nyni hynem, zawtra – krow za krow!"
Pływut roky, wid roku ta do roku,
J spiwa piseń neskorenyj kobzar,
J ospiwuje w pisnjach narodu
Skrowawłenyj nepimszczenyj Bazar.