Większa czcionka | Mniejsza czcionka
cej weczir je zijszowszym z rozumu
takyj spokijnyj bez tysjaczi atomnych bomb
liwa ruka smijetsja, niby kohos bude byty
doszcz narobyw bołota...
szkilni awtobusy pusti, idut w switli
spiszu czerez dorohu
krapli... szkira – ne moje nadbannja
ja cym korystujus
ce ż ne fantastyka!
załywaje
twij powerch na ostanńomu szczabli
i ne załyszaje slid na
p’jatomu
cej mahnitnyj farsz rozumu moho ne je wże takym smacznym
i zaspokojuje, jak prawyło, smażena kartoplja iz lodom
i nawit znajuczy stupiń zabrudnennja swojich krosiwok
ja szcze maw sowist błyszczaty nymy w centri mista
dlja bahatych zazwyczaj – kondycionery
p’jut czaj...