Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Cej tysk ne pomiczaje slozy
Win ne pomiczaje bil duszi
Wes czas ihnoruje kryky j prochannja jedyne
Ja proszu do krajnoszcziw ne dowody
Nadija, my slipi jdem za toboju
Kudy ty nas wedesz?
My wże dawno poza zonoj dosjażnosti
Pozytywnych dumok i szczastja
Szczastja?! Szczo ce?
Rozkaży meni, ja wse odno ne powirju tobi, ja hłuchyj
Nadija, nabuta syndromom bażannja
I ty znykajesz, łyszajuczy mene znow na samoti
Ty mrija czy pastka – ne rozumiju
Ałe wse odno ja załeżu wid tebe,
Nałeżu tobi, hnyju i wtraczaju nadiji w nadiji
Spałachy hniwu j nenawysti, brud samoty, bil samoty,
Krow, slozy j szramy
Whamuwaty j pozbawyty mene wid coho
Może tilky twoja jechydna ljub’jaznist ty...
Kurwo! Kurwo! Kurwo! Kurwo! Kurwo...
Ty – moja wnutrisznja krowotecza
Ja ne znaju jak tebe zupynyty
Ja wżywaju spyrt i rizni inszi liky
Ałe ce wse daremno!
Koły ty z’jawljajeszsja
Mij mozok i serce postijno naprużeni
Wony triszczat i bljujut krow’ju
A ja zachlobujus wid coho
Podaruj meni swoju ljubow abo (4)
Proszczawaj nazawżdy! (3)
Widpusty mene nazawżdy!
Załeżu wid tebe, nałeżu tobi
Hnyju i wtraczaju nadiji w nadiji
Rozhubłenyj płaczu, kryczu do krowi
Isnuje bez tebe ne serce, a tiło
De ty? De ty je?
De ty, nadija, de ty je
Nadija, de ty je?