Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Tam duże, duże tepło,
Zymy nemaje zowsim,
Tam fantastyczni zori,
Koły na nebi wże Łuna!
Steli nemaje, nebo tam trymajut
Rjasni kołony zełenoho haju,
Powitrja te wdychaju –
Pro swit durnyj ja zabuwaju!
Tam spokijno, nema ljudej
W debilnych maskach,
Swityt Sonce –
Wono nemow w mojich rukach,
Ja wtraczaju, sebe u ńomu ja rozczynjaju,
Ce ne składno,
Hołowne – zabuty strach!
Tam je łazurne more,
Tam w biłych szapkach hory,
Tam hłyboczezne nebo
I ne buwaje tam hrozy!
Dychaty łehko, dumaty łehko,
Wid wsich ta wsoho tam tak dałeko,
Nemaje brudu ljudskoho ta zrady,
Tam możno czas ne rachuwaty!
Jak w dytynstwi, koły niszczo ne zaważaje,
Swityt Sonce –
Wono nemow w mojich rukach,
Ja wtraczaju, sebe u ńomu ja rozczynjaju,
Ce ne składno,
Hołowne – zabuty strach!
Mene hrijut chwyli,
Mene hrijut mriji
Wsich zradżenych idej,
Ja znaty ne choczu
Pro te, szczo des isnuje
Złyj swit durnych ljudej...
Ja czuju zwuk,
Nemow chtos chocze
Widczynyty moji dweri,
Ja was błahaju, ne robit,
Ne robit coho, bud łaska,
Ja ne choczu prokydatys...
Ne zmuszujte mene –
Ce moji mriji, mij son,
Moja własna kazka!
Zamknute koło!
Moja probłema –
Use, szczo nawkoło! (wes kupłet – 4)
Tak ja załyszajus,
Ne ditysja nikudy
Wid sirosti buttja...
Ałe ja trymaju
W ruci pisok nadiji –
Jaka i je żyttja!
Ce i je żyttja!