Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Nu, wot czto dalsze? K bareru podoszёł
Duszu obnażył, a wichod ne naszёł.
Skolko oszybok sdełał y skolko ne ysprawył
Razbytie meczti w proszłom ja ostawył.
Pitałsja czestnim bit, no zdes ły, prawda?
Yskat eё bit możet sowsem ne nado.
Woobszcze komu nużni эty pryznańja,
Hde każdij yszczet czużoe łysz wnymanye?
Sposobni, razwe, ljudy sebja w żertwu prynesty
Esły wremena takye ostałys pozady?
Krest na szee – ne znaczyt weru wnutry.
Choczesz ystynu uwydet – w hłaza smotry!
Kohda-nybud эto projdёt, no ne sejczas.
Zabudut uroky wse w posłednyj raz.
Durnoj wkus ymet teper wospytanye,
Kohda położenye zamenjaet znanyja.
Nykto ne choczet upuskat swoju udaczu,
Chotja, koneczno, эto nyczeho ne znaczyt.
A smoh bi ti raskritsja naraspaszku
Y otdat komu nużno posłednjuju rubaszku?
Wsё, czto biło razdał, czto ymeł ne chranył.
Możet, stoyło żyt mne ynacze?
Esły b snowa naczat – ja b tohda ne zabił,
To o czom dusza moja płaczet.
Skolko potraczeno usyłyj dlja toho,
Cztobi probyt w soznanyy ljudej okno.
Y wot, czto mi ymeem w rezultate:
Uże k dusze pred'jawłen sczёt k opłate.
Pro zapowedy wse dawno zabiły,
A prawednykow net – ony łeżat w mohyłach.
Uczenye ne sozdano, zato połno prorokow.
Ych predskazańja ne yzbawjat ot porokow.
Zaczem stradat, nykto wed ne osudyt,
Kohda w storone stoysz ot swerszenyja sudeb.
Nu, ne wmeszałsja, no wed y zła ne dełał.
Tak, poczemu że krajnyj ja u waszej ceły?
Czto proszcze: predłożyt w pomoszcz ruku
Yły rawnoduszno sozercat czy-to muky?
Za bezdejstwye biwaet ynohda raspłata,
No ne w эtom myre "ot rassweta, do zakata".
A sowest u ljudej – эto woobszcze smeszno!
Hde wi eё wydeły, nawernoe w kyno?
Wot y zaczem, tohda sebja druhym daryt,
Esły samomu y tak prekrasno żyt?
Y możet moh bi s mesta ja podnjatsja,
No wrjadły stoyt rady koho-to mne staratsja.
Usyłyja takye wsehda budut w cene,
Chotja kto tohda okażet pomoszcz mne?
Wsё, czto biło razdał, czto ymeł ne chranył.
Razwe moh żyzń prożyt ja ynacze?
Daże esły bi znał ja, kohda uchodył,
Czto nykto obo mne ne zapłaczet...
Choteł bi swet uwydet, no meszaet nocz.
Możet kostёr zażecz, cztobi druhym pomocz?
Pitajus czestnim bit, no mne ne werjat.
Uszёł bi w storonu, no kto menja zamenyt?
Wsju żyzń darył y wot ona nahrada:
Odyn wo teper syżu, a możet bit tak y nado...
Druhye raschwatały pryzi ot korołej,
Czto budet stoyt edynyca bez nołej?
Pust wsё эto uchodyt y prochodyt mymo,
Zato ne wistawłen w prodażu, kak w wytryne mahazyna.
Est czem hordytsja mne y bez toho:
Rodnie łyca ja uwyżu, kohda budet nełehko.
Esły wzjał odno – wernu wsehda wdwojne,
Y poэtomu diszu łehko na hresznoj эdakoj zemłe.
Komu-to pomoszcz okazat – bił bi podan znak,
A tak serdce w hrudy zamenjaet mne majak.
Wsё, czto biło razdał, czto ymeł ne chranył.
Możet, stoyło żyt mne ynacze?
Esły b snowa naczat – ja b tohda ne zabił,
Czto o kom-to eszczё moja dusza płaczet.
Wsё, czto biło razdał, czto ymeł ne chranył.
Razwe moh ja prożyt żyzń ynacze?
Daże esły bi znał ja, kohda uchodył,
Czto nykto obo mne ne zapłaczet...