Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Sindbadowi naszczadky iz szowkiw tonkych szkoljarok
Wabljat hroju. Nicz persza – ty Szechyryzada.
Czorna kawa, Panasonik,
Os pojednujutsja troje.
B’jut bili strumy:
Dyhy-dy-bum-bum-bum
U twoje widkryte tiło – ty stohnesz,
Ty kowtajesz nicz newmiło.
U łabirynt kochannja wchodjat pidlitky sjajływi
Jich oczi zli, to sribni uryła samohubci,
Jich wołossja w teplij zływi.
Mahnitofony czas nakruczujut,
W posteli szełestjat tiła,
Łitajut w litiji efymerni widobrażennja,
Diwczata, persy, stehna sokowyti.
Toj łabirynt u nebesach
U snach, dzwinkach, oczach, ałejach i pid’jizdach,
Żinocze tiło wspomocziłe i pałke, pachke
Zweniłe tiło mista.
Oczyci żowti sfinksa –
Syny dyjawoła prymrużeni za namy czatujut,
A duszi paljat,
I tikajut naszi duszi każanamy.
W kyszenjach temnych popelijut
Prezydenty paperowi.
Skypajut wyna, wybuchaje skło,
U parkach zapach krowi.
Hwałtiwnyky – koty pidstupni
Zaczajiłysja z nożamy-pazuramy.
Zakochani zlitajut –
Miż derewamy jich kryształewi chramy.