Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Może coho razu stanesz wilnoju
Ukrajino moja, zemłe ridnaja,
Może coho razu twoji wirni syny
Porjatujut tebe bez wijny.
A parłamentskym szljachom, jak u switi wedetsja,
I kalika-Dnipro wreszti-reszt usmichnetsja,
I zradije zemlja, i raditymut ljudy,
Szczo takoji tjurmy bilsze w switi ne bude.
Trysta "radisnych" rokiw starszobratńoji drużby,
A z czornobylskym łychom "nikomu my ne nużny",
Obikrały w nas chramy, i pysmenstwo, j maljarstwo,
Za Zbruczem – Ukrajina, na Dnipri – sonne carstwo.
Wid Szewczenka do Stusa wse toptała derżawa,
Na syniwsku ljubow ne dawała nam prawa.
W Sołowkach, po sybirach, po mordowijach zdawna
Rozporoszena mic, rozporoszena sława.
To ż zbyrajmosja razom ukrajinci wsi znowu,
Nawit ti, w koho wkrały ukrajinskuju mowu,
Chaj riszuczist pryjde naszij spljaczci na zminu,
Ta j rjatujmo taku, jaka je, Ukrajinu.
Bo my j coho razu znowu łyszymos zzadu,
Na chołodnim, osinnim, spustilim wokzali,
Pojizd woli bez nas u szyrokyj swit pide,
J łysz małeńka Łytwa nym na wolju wid’jide.
Może coho razu stanesz wilnoju
Ukrajino moja, zemłe ridnaja,
Może coho razu twoji wirni syny
Porjatujut tebe bez wijny.