Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Tak nespodiwano, tak romantyczno,
Muzyka znowu meni nahraje
Pro nezabutnje, kazkowo-mahiczne,
Pro wesełkowe dytynstwo moje.
Biłyj tuman jabłunewoho sadu,
Radisnyj swit wesnjanoji krasy,
W tychim sadu sołow’jini rułady
I najdorożczi batkiw hołosy.
Bilszoho szczastja ne warto j szukaty –
Sonjacznyj promiń zastyh na szczoci...
Łiwa dołonja w dołoni u tata,
Prawa dołonja u mamy w ruci.
Junosti czas bożewilno-szałenyj,
Czas poczuttiw i najperszych newdacz.
Tato kazaw – "Ty szcze, synku, zełenyj!
Mama prosyła – "Synoczku, ne płacz..."
Ja obrażawsja, tikajuczy z domu,
Jichni porady ja czuty ne mih,
Ta promynało use – i potomu
Ja powertawsja na ridnyj porih.
Wsi my z rokamy stajemo mudriszi,
Zhadujem czasto mynułe swoje
I u nicznij zaczarowanij tyszi,
Pam’jat zabuty pro nych ne daje.
Wse promynaje – i osiń, i lito,
Tilky odne nam dano nawiky:
Wsi my na biłomu switi szcze dity,
Doky żywi naszi sywi batky.
Mandriwnyj żurawel
Druzi moji
Hercoh Wełyke Serce
Эta żenszczyna
Szcze odyn-jedynyj raz
Matinka-wowczycja
Kljuczi wid raju
Pojizd Kyjiw-Budapeszt
Ne zaszkod
Znimy fotohraf nas
Pryswjata batkam
Do pobaczennja, kaczky!
Hytara, kak żenszczyna
Sczastływie czasow ne nabljudajut
Dwa ptachy
Dwa bokała
Muzyka