Większa czcionka | Mniejsza czcionka
U pryrody zajwych ne buwaje.
Ałe jakos u ważki czasy
Otoczyły wowczu nepokirnu zhraju
Chyżi ljudy ta hołodni psy.
Włuczno były skynuti rusznyci –
I ne stało wowczoji sim’ji.
Wyżyła wowczycja – Matinka-wowczycja.
To drimuczyj lis zachystyw jiji.
A wowczat mysływci pidibrały,
Sirych nerozumnych maljukiw.
Dobre hoduwały, dowho trenuwały –
I nawczyły ubywat wowkiw.
I wzjały jich jakos poljuwaty
W tyszyni nezajmanych dibrow.
I na dykij steżci jim zustriłas maty,
Najridnisza krow. Najridnisza krow.
Zakrywaju oczi, a meni ne spytsja,
I do ranku marju, znowu marju ja,
A zasnu – prysnytsja Matinka-wowczycja,
Matinka-wowczycja, nacze tiń moja...
U żytti po-wsjakomu buwaje.
Promynajut i ważki czasy.
Ałe neswoboda wowka ubywaje,
Wyżywajut psy. Wyżywajut psy.
I żywut wony żyttjam sobaczym,
Zwykszy do suworoji ruky.
A noczamy płaczut,
Tak newtiszno płaczut,
Jak braty wowky,
Jak braty wowky.
Mandriwnyj żurawel
Druzi moji
Hercoh Wełyke Serce
Эta żenszczyna
Szcze odyn-jedynyj raz
Matinka-wowczycja
Kljuczi wid raju
Pojizd Kyjiw-Budapeszt
Ne zaszkod
Znimy fotohraf nas
Pryswjata batkam
Do pobaczennja, kaczky!
Hytara, kak żenszczyna
Sczastływie czasow ne nabljudajut
Dwa ptachy
Dwa bokała
Muzyka