Większa czcionka | Mniejsza czcionka
I
Dumky mene trywożyły i ne dawały wnoczi spaty
Wse widkrywały moji oczi i w duszi kryczały
Topyły tiło w marewach nadiji
Ziw’jałoji bajdużoji ta złedeniłoji
W myt zaboliło w hrudjach znowu prosynawsja
Jakyj maw meni son prysnytys tak i ne diznawsja
Ranok zustriw myne doswitnimy zirkamy
W myt zhadaw use szczo pereżyw z rokamy
Szcze wczora ja pływ w rusli sirych dniw
Ta wże sohodni deszczo zrozumiw
Ozyrnuwsja na zad pohljanuw i buw wrażenyj
Mij jaskrawyj ideał buw znowu mnoju zradżenyj
Robyw merzenni wczynky potim żałkuwaw
Nemow slipyj z powadyrom chodyw żebrakuwaw
Nenacze maljar Kożyn deń u siryj kolir farbuwaw
Mynały szwydko dni a ja ne pomiczaw
Dywywsja w dzerkało ne baczyw błysku wże w oczach
Na zminu posmiszci z’jawljałys slozy na szczokach
Mene otoczuwały ljudy w jichnich tinjach ja błukaw
Chocza j hukaw myne nichto wże ne szukaw
Meni ne wystaczaje krył aby złetity w nebo
Ne wystaczaje koloriw namaljuwaty te szczo treba
Powitrja czystoho nadychatys doschoczu
Ne wystaczaje wysoty kudy b dywyłys oczi
Ta ja znajdu swij kłaptyk neba ce ja toczno znaju
Ja budu zminjuwaty swit i chaj Hospod dopomahaje
Pryspiw:
Znowu i znowu borotys z dołeju hotowyj
Ja wartyj bilszoho niż prosto isnuwaty
Znowu i znowu rujnuju meżi prostorowi
Ja poterpaw pryjszła czerha widdaty!
II
Mij swit znachodytsja w korobci sirnykiw
De chto zapaływsja dechto wże zhoriw
Idej j cikawych w hołowi szcze je bahato
Probłem szcze bilsze jich ne można zrachuwaty
Łedwe czasu stane pomyłky wyprawljaty
Projde hodyna j ne załyszytsja chwyłyny
Wse pryjme obraz nepohożoji dnyny
Ne bude czasu wże robyty widkryttja
Use widkryte u widijde u nebuttja
Striczka wirsza na biłyj arkusz paperu
Ne wpade mymo woli zhynut wsi poczuttja
Ne załyszytsja czasu wsim sercem kochaty
Ne załyszytsja czasu nawit na kajattja
Peretworjatsja reczi i stosunky na hroszi
Wse prodastsja i kupytsja bude bezlicz trywoh
Na szczo łyszytsja czasu kraszczomu wypadku
Na hazetu deszewu ta czużyj nekrołoh
Kudy wtikajut bezturbotni moji dni
Ranisze oczi dywyłys
A teper wony slipi
Ja łysze czuju hołosy
Ne hołosy, a kryky
Łjudy stały siri ljudy stały bezłyki
Druzi naj kraszczi wże majże ne dzwonjat
Bez pryczyny dawno u hosti ne chodjat
Wtratywsja zw’jazok porwawsja łancjuh
Wyjichaw z krajiny mij naj kraszczyj druh
Zustriczni perechożi posmichajutsja ridsze
Ta wse biżat kudys tikajut jak szwydsze
Wyjawljajetsja w żytti tak mało choroszoho
Takoho switłoho czystoho dobroho ne zradływoho
Bezturbotnoho łehkoho prochołodnoho myłoho
Ta wtraczenym na zawżdy ja ni szczo ne wważaju
Ja budu zminjuwaty swit i chaj Hospod dopomahaje
Pryspiw