Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Wykyń za witrom wsi moji pisni,
Strymaj popił czasu u swojich dołonjach,
Szczo hrijut serce moje nawesni,
Ty moja matir, ty moja donja.
Kolir wołossja – rude wid pryrody,
Pohljad wowczyci, zahnanoji w pastku.
Dumka za dumkoju wychodjat z mody,
Ja schyljus na kolina, rozkaży meni kazku.
Ja budu z toboju, doky chwatyt terpinnja
W łahidnim ustroji sensu żyttja.
Ja budu z toboju nawit w mukach spasinnja,
Ja budu z toboju w slozach kajattja.
I doky dywytymeszsja meni w oczi
Z błahannjam widstupytys wid Bożoji woli,
Ja skażu tobi: "Do nastupnoji noczi...
To ne w mojich syłach – chowatys wid doli."
To ne w mojich syłach – zupynyty podiji
Łohicznoho wysnowku twojich zastereżeń,
Ja wże nikomu ne daruju nadiji,
Ja wże ne baczu nijakych obmeżeń.
I znowu w mowczanni pronykływi zwuky
Jakyjs muzykant nam iszcze raz zihraje.
Daj pociłuju iszcze raz twoji ruky,
Zbyrajsja skorisze – Paryż wże czekaje...
Chwyłynu na pohljad, dweri wże widkryti,
Wse u cim switi kołys ta mynaje.
Rozsłabtesja, ljubi – stoły wże nakryti,
Zbyrajsja skorisze – Paryż wże czekaje...
A czy nasze szczastja buło skripłene nebom?
Nichto ne skaże, bo nichto ne znaje,
Jak wono buło, i jak wono treba,
Zbyrajsja skorisze – Paryż wże czekaje...