Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Na widłunni wełykych szljachiw żywemo my,
z namy porucz Hospod za podijamy sposterihaje,
win żywe nedałeko – liworucz, i za nebokrajem,
ałe steżky joho nespodiwani i newidomi.
Ja jdu iz dałekych krajiw, de likujutsja rany,
tam biłe sonce pecze – doky nebo zasmahne,
u wikonce todi podywytysja temrjawa prahne,
i ruszajut rożewoju wicznistju strumy Jordanu.
Ja zwidty nesu Słowo Boże, w cych zemljach ne znane.
Ja też wirju u Boha jedynoho, pane,
ałe ne rozumiju, jak tut opynyłas:
mene Wersznyk prynis iz majbutńoho na urahani,
a, może, meni wse nasnyłos, nasnyłos, nasnyłos...
Czy można pity z Wamy, pane, zdoławszy utomu,
znajty widpowidi abo prosto dorohu dodomu.
Na widłunni wełykych szljachiw żywemo my,
z namy porucz Hospod za podijamy sposterihaje,
win żywe nedałeko – liworucz, i za nebokrajem,
ałe steżky joho nespodiwani i newidomi.