Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Panowe prezydenty, je do was rozmowa,
Bo my dawno ne czuły wid was prawdywe słowo.
I, może, ja nikoły b ne poczynaw jiji.
Ja skażu wam widwerto – pryczyna u wijni,
W jaku wy cju krajinu wsi razom pohruzyły
I, szczob jiji ne buło, wy niczoho ne zrobyły.
Newże za stilky rokiw wy dostatńo ne nażyły,
Szczob zarobljaty hroszi, kopajuczy mohyły?
Panowe prezydenty, je do was pytannja,
Czomu wy wsi żywete, jak warenyky w smetani,
Todi, koły wsi ljudy skydajutsja sołdatam
Kopijkamy, jaki wy szcze w nych ne wstyhły widibraty?
Czomu wy ne poszłete na wijnu swojich syniw?
Ni wnukiw, ni płeminnykiw, samych was tam ne wydno.
Zate na smert kydajete czużych czołowikiw.
Skażit meni, newże ce wyhljadaje sprawedływo?
Oj, ne dobre. Oj, bida. (2)
Czomu chołodnokrowno wy zływajete krajinu
I u krowi swojij wy własnu topyte dytynu?
Skażit, bud łaska, czym wsi ljudy w cij krajini wynni?
Skażit cinu, za skilky wy prodały Ukrajinu?
Ja choczu pobażaty wam, panowe prezydenty,
Widczuty wes nasz bil na sobi persze, niż pomerty.
A wsim naszczadkam waszym ja choczu tilky zła,
Jake wy wsi razom rokamy hotuwały nam.