Aromat Witczyzny

Wykonawca:

Autor tekstu: Анатолій Дмитрук

ukrainian flag Większa czcionka | Mniejsza czcionka



W dałekim kraji, szczo w imli
Na inszomu kinci zemli,
De nostalhija, mow udaw,
Wse dawyt, a ne obijma –
I wże, zdajetsja, sył nema, –
Pro kraj swij ja rozpowidaw...

* * *

Jakby ty znaw łysz, mij amihu,
Jakyj czudowyj zapach snihu
Ta zapach tałoji wody –
Tebe manyło by sjudy!
Jakby ty baczyw tilky inij,
Szczo na drotach ełektrolinij,
Kuszczach, derewach!.. Na chwyłynu
Prysjade ptaszka na byłynu –
Hojdajetsja byłyna ta,
J tak harno inij oblita!
Moroz maljuje wizerunky.
Na riczci kryha trisne łunko.
U dzerkali tonkoho lodu
Łjubujetsja na swoju wrodu
Hnuczkyj i dowhyj werboliz.
Błyskuczi wid zamerzłych sliz,
Zawmerły werby tycho. On
Pid werbamy slidy woron,
Mow chrestyky na rusznykowi,
U czas prohuljanok czy łowiw
Załyszeni. A na dołyni,
De trawy bujni buły, nyni –
Powyta młoju biła dal.
U wsomu – cnota i peczal.

Nesut snihamy mene łyżi –
Moroz szczypaje, witer łyże! –
Po schyłu horba mczu nawskis –
Tudy, de on czornije lis.
Widczuw ja zrazu joho łasku –
Tam tycho j tepło. Sprawżnja kazka!
Łeżyt, mow wytwory umili,
Bahatyj snih na holim hiłli,
A zwerchu szcze iskrystyj inij –
I syńo-biłyj j biło-synij.
Jałyny tam stojat stinoju:
Propustjat – j zimknutsja za mnoju.
Zaczeplju hiłku jakus sylno –
I dowho snih dribnyj powilno
Sidaje j tane na dołoni.
Krasa neznanych szcze symfonij!

Wse dali tiń moja sjahaje –
Zymowe sonce wże sidaje.
Chocz serce szcze pobuty chocze –
Proszczajus z lisom neochocze.
Moroz micniszaje niwroku!
W weczirnju poru moji kroky
Rypljat wże hołosno, i ja
Zamerz – i nawit tiń moja.
I ot czymduż biżu do chaty,
Szczob ruky u wohoń upchaty...

Nema myliszoji wid wtichy
Dywytysja, koły zi strichy
Zwysajut bili swiczi lodu
I tycho płaczut u pohodu.
Ostannja stałasja widłyha,
Na riczci skresła uże kryha,
Czastiszajut ljubowni sny –
U wsomu podych wże wesny.

* * *

Jakby ja tilky łysz zumiw
Dibraty tych potribnych sliw
Ta opysaty w nas wesnu!..
Wse prokydajetsja wid snu.
Nemow dytja szczasływi wy,
Szczo perszyj parostok trawy
Probywsja wże kriz łyst pożuchłyj.
Szcze hołe wse – ta wże nabuchłe.
Rjady derew zawmerły zranku
W nejasnomu z bruńok serpanku.
Stojat bez łystja szcze topoli.
Naprowesni wony szcze holi –
Łysze neliczeni worony
Wkrywajut jich rozłohi krony,
I hałasływo w werchowitti
Łasztujut hnizda sobi z wittja.
Ta pryjde czas – i topołynyj
Zirwetsja puch todi j połyne,
I wkryje zemlju, niby snih –
Aż bude wydno slidy nih.


Torkatymetsja łoskitływo –
Aż poky zmyjetsja u zływu,
Czy popadetsja witrowiju,
Jakyj joho po switu zwije.

W beriz wże stowbury wołohi
(Koły samotni – to rozłohi,
A w koli – to strunki j wysoki) –
Po nych strumky stikajut soku,
I w triszczynach kory muraszky
Tam upywajutsja nym tjażko.

Trawa roste neczutno; rosy
Na nij stojat wże wranci. Bosym
Tak ljubo krapli rosjani
Zbywaty u slidy meni!
A werby, werby zabuw ja!..
Wony – obytel sołow’ja,
Jakyj na samomu switanku
Sobi w zełenomu serpanku
Wywodyt pisnju sołow’jinu
J łaskawo budyt Ukrajinu.
Zełena, kwitnucza, umyta –
Wona czekaje uże lita.


* * *

Jak p’janko pachnut kwity wlitku!
Miż nych litaje napidpytku
Serdytyj ta ohrjadnyj dżmil.
Bdżoła nese za kilka myl
Do swoho wułyka nektar.
Ta wże zanadywsja kosar –
I, oblitajuczy pokis,
Bdżoła rydaje medom sliz.
J łetyt w polja, bo tam wołoszky
Synijut w żyti; dali troszky –
Dzwinoczky, polowi romaszky
J, chytajuczys na witri ważko,
Czerwonyj płomenije mak.

W pachuczych trawach ljubo tak
De-nebud pryljahty na spynu
J dywytys w nebo, de newpynno
Wysoki chmary wdal biżat
Rjadamy, jak nebesna rat.
Miż berehamy newełyczka
Tecze do morja tycho riczka.
Łjublju łaskawi jiji wody,
Bo ja dytja toji pryrody
I wże zanurjujusja – a-ach!.. –
Łowyty rybu u korczach...
W wodi po szyju wże hodynu
Czatuju wperto na rybynu.
U wodu wraz wpade komacha –
Tripocze j ne złetyt, newdacha.
Ne widkrywaju swoho rota –
Szcze zapływe, nemow do hrota!
Z chwyłynu tak... I nakinec,
Urwawsja karasju terpec –
I win kowtnuw toho żywcja.
I tak tecze wse bez kincja...

U mojim mylim, ljubim kraji
Use sjurkocze i spiwaje.
Jakyj nadweczir żabok spiw!
Tak chor by znanyj ne zumiw.

Smerkaje. Witer neochocze
Znamena peljuszok tripocze.
Neczutno padaje rosa.
Prymarna sutinok krasa
Zływajetsja z krasoju neba.
Szczo szcze dlja szczastja w switi treba?

* * *

Ne znaju, dobre czy pohano,
Koły nawkoło use w’jane
Ta wse nawkoło zawmyra –
Bo ljuba sercju j ta pora,
I ja prodowżuju wdychaty
Nowi dlja mene aromaty...
... Zemlja, nedawno szcze zełena,
Wsja w zołoti. U łystja kłena
Ti kolory takoji hamy –
Najkraszczyj to buket dlja damy!
Łystok ostannij tripotyt,
W nastupnu myt win obłetyt –
Ta ljubuwawsja b kożnym ruchom
I tychyj szurchit joho słuchaw.
Tak myłuje w tu poru oko
Woda prozora i hłyboka,
I ljubi zapachy meni
Dymiw weczirnich wdałyni.
Wże wranci tone wse w tumani.
Wse zibrano na kożnim łani.
W tu poru kożen pospisza
Na tomu maty chocz hrosza,
J niczoho inszoho ne znaje –
Łysz zapasaje j zapasaje,
I zaraz zajnjati tym wsjudy
Usi zwirjata j usi ljudy.
Ti tjahnut sobi w dupła, w nory –
A my napownjujem komory,
Pidwały, jaszczyky, diżky,
Wełyki i mali miszky –
I radi kłasty by w kyszeni,
Za pazuchy, za szczoky j żmeni.
Ustyhnuty b!.. Ta wże doszczi.
Wertaje moda na płaszczi.
Bahati kolorom w ti myti
Łysz parasolky rozmajiti
Ta nejasni junacki mriji,
Szczo doszcz nudnyj, buwa, nawije.

Wzuttja namokłe terpyt muku...
Ta wże moroz skuwaw hrjazjuku,
I wono wtiszyłos: nema
Niczoho kraszcze, niż zyma!
A ja podumaw, szczo nikoły
Ne rozljublju te wiczne koło.

* * *

Chaj myłyj kraj meni probaczyt,
Szczo moje serce tycho płacze...

...Chtos nerozumnyj kynuw w riczku
Jakyjs nepotrib newełyczkyj –
J pływut, zanurywszysja ważko,
Rozkysłyj czobit, widra, pljaszky,
Pływe ciłe i połowyna –
Wse, czym bahata Ukrajina...

On u bołoti chtos zahruz,
Ne po kolina – po kartuz.
I wże ne hordist w mene –
Szczem: u kraszczyj w switi czornozem...

Chazjajka dobra, jak hodytsja,
Daje zerna domasznij ptyci –
J szczo ciłytsja, ne maje j hadky,
U nych bosjak małyj z rohatky.
A nemowljata hożi ci
Rosły ż na naszim mołoci...

Stojat pałacy czyjis, daczi –
Ja u Jewropi taki baczyw.
Dywljusja – aż stara budiwlja,
Na nij z sołomy perchła kriwlja –
Ta ja ljubujusja, bo och,
Jakyj na nij zełenyj moch!
Ta szczo tam ja!.. On toj łełeka
Szczoroku prylita zdałeka
Poljubowatysja na ńoho,
W zadumi pidibhawszy nohu.
Krasa!.. A widczuttja, nenacze
Żyttja w chatyni tij sobacze...

Ne rozljuby!.. Ne stań bajdużym!..
Ne pokydaj, wernysja, druże,
Ne jid nazawżdy, powernys –
Jak ne teper, to chocz kołys...
Chaj dolja kyne za morja –
Ta wywede tebe zorja
Najperszoji wełyczyny
Dodomu iz dałeczyny.
Ne tilky widdani łełeky –
Piwswitu pryjde, mow do Mekky!
Powir u mriju tu smiływu –
Łysz tak na switi robljat dywo.