Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Ja w’jazeń w temnyci iz sała ta m’jaziw.
Mij duch pozyraje kriz rebra na nebo.
Szczo roblju – ne choczu, szczo choczu – ne roblju,
Ta wże poczekaju, szczob buło, jak treba.
A w zasobach masowych manipuljacij
Proporciji switła i tmy nepryjemni.
Rozwynułys majże do stanu mutacij
Zi znakom wid’jemnym dary newid’jemni.
Dawno wże ne czuw ja wirsziw ta piseń,
Szczob duchom za wucho u hory zawesty.
Zwuczat try chwyłyny j żywut odyn deń
FM-ni probirkowi treky i teksty.
Sim not, jak sim zliszych, na służbi u m’jasa.
Jich czystjat poety swjaszczennoho roku.
Triszczyt Jerychonska stina, a tym czasom
Zgwałtowana muza płodyt karaoke.
Pryspiw:
Wsjakomu horodu nraw i prawa,
Wsjaka maje swij um hołowa,
Wsjakomu sercju swoja je ljubow,
Wsjakomu horłu swij wkus est kakow.
A mne odna tolko w swete duma,
A mne odno tolko ne jdet s uma.
A ja wybyraju dumky i słowa:
Czy Łoboda, czy Skoworoda?
Weczir. Nakureno. Hołosno. Chtywo.
Maczo j muczacza tancjujut korydu.
Sydjat noutbuky, zanureni w pywo.
Snujut riznowydy ljudskoho pidwydu.
Barmeniw obsiły ob’jekty w stendbaji.
Ce kłub, ja tut łabuch, wpływaju muzonom.
Hitara prokaszljałas, – ljud prozriwaje.
Ja strymuju wsi kataklizmy w cij zoni.
Żadaju, woliju, czekaju, rżawiju...
Zhynaju łuk midnyj, ciljus u zuby.
Wnoczi ja czytaju i wże rozumiju,
Jak Dżon ne projszow kriz midniji truby.
Ja znaju, jak buty, i zwidky czerpaty.
Wnoczi ja wywczaju, jak padały Dżymy.
Ta buwszyj maestro zanadto rohatyj,
I wranci ja mriju prokynutys w Rymi...
Pryspiw