Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Szepit łystja na derewach,
Tychyj sum lisiw wysokych,
Ty piszow wid switu smutku,
Wid ljudej, takych żorstokych.
Miż lisiw hrobnycja drewnja,
Beznadija tam żywe,
Posmichajetsja i kłycze
W nikudy dawno tebe.
Ne znajdesz ty tam ljubowi,
Tilky smert tam prawyt wiczno
Ty potonesz w swojij krowi
Ce dlja tebe bude zwyczno.
Ja idu wpered, i ne znaju,
Kudy wedut mene schody,
U wołohi tuneli temni,
I zapłutani perechody.
Z tychym pyskom szczuri tikajut
I zrywajutsja myszi łetjuczi
A todi wse nawkoło stychaje
I prychodyt tysza hnitjucza.
Kołys tut ljudy chodyły
Smołoskypy swityły na stinach
Bożewilni żerci tut żyły
I mołyłys boham na kolinach.
A bohy tych mołytw ne czuły,
Czorni idoły na stini,
I bezzwuczno wony smijałys,
Spohljadajuczy muky zemni.