Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Iz temnoty nicznoho żachu,
Iz pomiżzorjanoho szljachu
Z bezodni prokljatych switiw
Do mene anheł pryłetiw.
Joho tenditni bili kryła
Pyljuka zorjana pokryła
Prozoryj odjah potemniw
A na rukach – slidy wohniw.
Win mandruwaw czerez swity
Szczob nakinec mene znajty
Szczob rozkazaty meni wse
Win Błahu Wist meni nese.
I nenarokom, niby znaw
Nedawno w sny moji popaw
Zi mnoju dowho howoryw
I oczi win meni widkryw.
Pryreczenyj na zabuttja
Nasz swit poryne w nebuttja
Zhoryt, zitlije, zihnyje
A z nym i wse, szczo w ńomu je.
Nawkoło krowi riky i morja
I hołos smerti czujetsja zdalja
Kryczyt wona: Dywysja – ce kinec!
I dała w ruky z terenu winec.
Chto switło wbyw i wbyw ljubow,
Iz ruk swojich ne zmyje krow,
Wże pownjatsja ozera sliz,
Twij biłyj swit łetyt unyz.
Mynuła nicz, joho ne stało,
I wsi słowa joho pryjnjała
Jak stal chołodnoho noża
Moja spotworena dusza.