Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Klitka dumok, stiny czotyry w nebo,
Puls bez obmeżeń, spohady u mojich wenach,
Weczir, tuman, rozmyte switło nasze
Zhasło, ne swityt i, mabut, tak bude kraszcze.
Ne płacz ty, czujesz, wytry sołoni slozy,
Wizmy w swoji dołoni krapli muzyky chołodni,
Sohodni prokydajus, a, może, j zasynaju,
De son, a de realnist ja teper ne rozriznjaju.
Koły zhadaju muzyku pid doszczem, dwoje sered tysjacz,
Mokri ruky, szczo spłełys w odne,
I skilky szczastja baczyw ja w tych oczach,
Czy to zdałos? Pomyływsja, chocz i tak czekaw
Newże ne tak? Newże taky nasnyłos?
Newże taky ja spaw? Newże darma powiryw?
Dywno, chołodno, zdawawsja takym sprawżnim,
Son, szczo teper nemaje nijakych znaczeń.
Znykaju w nebi, w tumani coho dywnoho mista,
Ja na sceni szukaty budu probłysky switła,
Ja widkrytyj dlja nych, hljadacziw mojich dram,
Jaki wpewneni budut, szczo ja wsoho łysz zihraw,
Szczo ce nesprawżni wsi szramy, szczo ce zwyczajna wystawa,
Szczo ce sumna taka rol, jaku zihraw ja tak wdało,
Szczo tak za hrymom swoju posmiszku nasprawdi chowaw ja,
Szczo ce wsoho łysze p’jesa, jaku uspiszno postawyły.
Padaju wnyz i w toj że czas pidijmajus,
A najiwni hljadaczi prawdy nikoły ne wznajut,
Chto ja takyj? Teper ce wże nemaje sensu,
Prymirjaju cej obraz na poszmatowane serce.
Zabuwaju cju widstań, wsi noczi w pojizdach,
Prybuttja w nasze misto, koły tak szczyro czekaw,
I wże ne treba szukaty w kałendarjach wilni dni,
Bo ty mene ne czekajesz, i ja tut znowu odyn.