Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Ja zabywaju usi dweri, zabuwaju, de wychid,
Nu i dlja czoho tak kryczaty? Sydity usim tut tycho.
Ja wypaw iz sjużetu, czornyłom pyszu cej łyst wam,
Jak dywno, koły nebo staje takym czorno-biłym.
Ja wiryw, prawda, wiryw, zhoraju wże ostatoczno,
Moja usim porada – ne zabudte pro sonce,
I buw by, mabut, radyj zabuty noty, wsi znaky,
A teper łysze znykaty, ja proszczajus bez wsjakych
Kompromisiw, umow, nepotribnych "ałe",
Waszych porożnich rozmow, de wse take neżywe,
Na czotyry dni znykaju iz polja waszoho zoru,
Szczob potim powernutysja j poczaty use znowu.
Do krowi, do nestjamy tjahty sebe miż rjadamy,
Wykydajuczy istoriji, szczo wkłejiłysja w pam’jat,
Wbywajuczy mynułe, jedynu szczasływu osiń,
W ałkoholi jaku teper topyty dowełosja.
I wse, szczo załyszajetsja, – pysaty weseli pisni,
"Chej, Nojzi, twoja muzyka sumna, de ż pozytyw?"
A dechto tam kyne frazu, szczo snih szcze ne potmjaniszaw,
Takyj biłyj, jak ranisze, j wzahali use najhirsze
Wże dawno-dawno pozadu, poperedu tilky switło,
Toż ne treba maljuwaty ci temni, chołodni wirszi,
Nu, naskilky ce wse smiszno, ne treba waszych porad,
Rozberusja jakos sam, sebe iz hłybyn distanu.
Za prawdu spryjmaju ja kożen dotyk, kożne słowo,
Depresanty zapuskaju po wenach, wbywaje hołod,
U statyci zawysła fejerija wynjatkowa,
Snih i chołod wsi zmywajut kolory twoji kazkowi.
Ty żywy sobi, jak zawżdy, zabuwaj usi rjadky,
Jaki narodżuwałys w zoszytach u zwukach naszych dniw,
Jaki, jak wyjawyłos naszymy j nikoły ne buły,
Adże komus zabrakło szczyrosti postawyty krapky.
Tut i pryspiwu ne treba, cja muzyka – kryk duszi,
I ja pyszu te, szczo ja choczu, probaczte, ja ne chotiw
Was zasmuczuwaty notamy sumnymy w kupłetach,
Bo wy taki wsi żyttjeradisni, szczasływi, weseli.
Nu, a koły załyszajetes naodynci z soboju,
To, mabut, też widczuwajete łehki dotyky bolju,
Mabut, też tebe hryze szczos kożen deń, po weczorach,
Ałe ziznatysja u comu ne możesz, chiba ne tak, a?
Idiotyzm, nowitni zahnani ljudy,
Zahnały sebe u kut, zabuły usi marszruty,
Zapłutani u kontaktach, de status, napewno, maksymum
Na szczo wony spromożni, szczob dijty do rezultatu.
A ljubow taky wmyraje, zhoraje wże do kincja,
Wsju mełodyku fantaziji akordamy wbywaw,
Ewtanazija osinńoho spałachu u zirkach,
Powertajusja do switu, de muzyka łysz odna. (wes kupłet – 2)