ukrainian flag Większa czcionka | Mniejsza czcionka



Zustriczaju cju wesnu, znowu budni minoru,
Sonce swityt ne dlja mene, widczuwajuczy sorom,
Kwitnewi wizerunky na pljaszci iz pid wyna,
Na nebi ne załyszyłosja miscja, use do dna.
Witaju u chworobływomu switi mojich dumok,
Ne tikaj, koły znajdesz iz nymy schożyj zw’jazok,
Kowtajte usi słowa, jaki daruju w mikrofon,
Ostanni probłysky switła połetiły wże na dno.

Tak nabrydło buty dobrym, i takym wże choroszym.
Alter-eho wyrywajetsja na wolju – ja zdoch wże,
I moja wesna zhoriła u wohni, u psychozach,
Wybaczajte za widwertosti hydkoji cju dozu.
Ta, napewno, po-inakszomu ja prosto ne możu,
Ja wyplowuju wes bil i hołos zrywaju znowu,
U poroch peretyraju sebe i zhoraje sorom,
Estetyka isnuwannja, szczo wyrwałasja nazowni.
U bezkrownych i znewirenych dnjach na foni tepła,
Raptowi zminy u naprjamku ruchu w waszych sercjach,
Miscja usi rozprodały, deszewa cina kwytkam,
Jaki widdam za bezkosztowno, ja use prorachuwaw.

Widsyłaju wsich podali, ja znowu miż powerchamy,
Miż switamy, szczo widminnostjamy szczastja daruwały,
Rozbywaju ruky w krow – u wikna zhanjaju zlist,
Na stinach cych synich pljamy wid krowi mojich nadij.
Ce udar, za udarom, wnoczi łamaju ci stiny,
Idiot, jakyj ne roziwczywsja szczyro tak mrijaty,
Znewirytys u szczyrosti, jakyj nijak ne może,
Stroky dawnosti ne dijut dlja ljubowi, szczo wynosyt
Na nowyj riweń spryjmannja wsich nawkołysznich realij,
Bezdohannyj swit ostannich podij jaskrawych i sprawżnich,
Czornyj nastrij bezswidomoho żyttja, ja perestaw wże
Rozmalowuwaty farbamy cju mertwu realnist.

A wy taki wsi bezdohanni, wy taki idealni,
Nu, chocz pyszy iz was kartyny rożewymy koloramy,
Syłuety bez napownennja, rozmyti mertwi tini,
Newże wy dijsno wiryte u te, szczo wy szczasływi?
Idioty, ja smijusja wam w obłyczczja bez wahań,
Łysz nudotu wykłykaje poczuttiw usich wasz strach,
Ci nezwyczni kilka tyżniw ja wperto zapam’jataw,
Narucznykamy prykutyj do momentiw, de ustamy.

Dotorkawsja do prysutnosti twojeji, ja padaw,
U chworobi noczej, jaku ty podaruwała,
Jaka nasprawdi buła łysze deszewoju brechneju,
Syntetyczni poczuttja, jaki ja wybljuwaw u nebo.

Wse tak szczyro, podawysja na kontrasti cymy frazamy,
Rjadky chworoho mozku, ty złowy jich wsich odrazu, bljat,
I ne spitknys, koły budesz tak z kymos hratysja,
Kołys taky wpadesz pid widwertym prawdywym natyskom.
Zaprawsja nowoju dozoju, wdychaj po desjat raz
Za odyn deń biłoho dymu – ce jakraz u samyj raz,
Szczob zawysaty u sobi iz newminnjam kohos ljubyty,
Iz płastmasoju u hrudjach zamist sercja, szczo zhoriło.

Ałkohol, ruky w krowi, rozbyte skło z’jidaje zlist,
Spuskajus wnyz, duszu wyplowuju udaramy na bis,
Ce jak kino, de ja pid muzyku padaju z wysoty,
I fatalnyj strybok, padinnja, wże nemaje naszych krył.
Jich obrizały w moment, koły złetiw na samyj werch,
Wesna meni załyszyła dozu bolju na desert,
Ta ja żywyj i ja smijusja, alter-ja wstaje z kolin,
Proszczawajte żaljuhidni, ja nikoły ne odyn.



Inne piosenki ze słowami: