Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Tajemna tysza weczirnich perewtiłeń,
Zasnuli homony kohos
Z prosonnja kłyczut,
I wże prominnja biłe widłetiło
Na tychu wtomu tychoho obłyczczja.
Na tychu wtomu, naczebto, dodomu,
Na tychu wtomu, naczebto, za obrij
I nezabarom stane wże widomo:
Kotri iz stin je zli, kotri dobri.
Kohos wony do ranku wozwełyczat,
Kohos wony pokynut noczi na potału,
Do bezhołossja styszyłos obłyczczja –
Wono iszcze ne widaje, szczo stałos.
Czom tiń weseła chodyt za żurboju?
Czom tiń zori – pryjemne czorne tło?
Łyce iszcze łyszajetsja soboju,
Wono iszcze wid sebe ne wtekło.
Wono szcze powne szczyrosti i wiry,
Wono szcze powne sonjacznych proszczań,
Wono szcze ne szukaje tini zwira,
Szczoby kohos ljakaty z-za kuszcza.
Moje ty, biłe łyczeńko dytynne,
Pokyń toj promiń, tiń sobi wizmy,
Mohutnju tiń wełycznu i kartynnu,
I mnymu wełycz wykrij iz pitmy.
I na ostanok, styszeno posłuchaj,
Szczob maskarad widczut uże spowna,
Jak ponoczi dzyżczyt wełyczno mucha,
Szczo maje tiń siamskoho słona,
Siamskoho słona...