Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Pohljadom tepłym, tjażkym zapały meni huby. Mowczy.
– Jak nazywawsja toj film Pazolini?
– Łyboń, "Teorema"...
I po chrebtu opływajut, jak wisk po swiczi,
Rosni muraszky żaskoho i niżnoho tremu,
A po stemniłomu skłu – za zmijeju ohnysta zmija
Powz "dwirnyky", jak powz bolisno złamani browy:
Chtos wid’jiżdżaje (cja rolja szczorazu – moja) –
Chtos na peroni stojit u nesterpnij pidswitci ljubowy.
Doszcz perechodyt u snih (ce prostyj operatorskyj trjuk),
Prożowt jiwka lichtarnjana płastownjamy sijetsja z neba...
Chtos na peroni stojit w porożneczi zawiszenych ruk,
Skutyj strachom – pozyrnut teper zboku na sebe.
Huby jazykom obwiw – mow zakłejiw łysta
Szczenenapysanym:
– Znajesz, wid coho – wmyrajut...
Temno horjat nebesa. De roznjato obijmy – zostaws
Prostir, jak arkusz paperu z obirwanym krajem.
Och, ne wmyrajut! Nasprawdi wmyrajut – ne tak
(Jak – ne skażu, ostudżajuczy huby na witri...).
Snih opadaje – mow zhraja pidstrełenych ptach.
Łunko pustije peron.
Nasuwajutsja tytry.
Dwa transatłantyczni sonety
Nowyj zakon Archimeda
Ja zhorjaju wid niżnosti...
A wse-taky ja was ljubyła...
New York, NY
Niczni metełyky
Widłopotysz doszczamy za worota...
Awtoportret bez rewnoszcziw
Ja zawsze wdoma pomiż dnem i snom...
Doroha zi skła I (Sezon beznadiji III)
Chłopczyku, chłopczyku, znjato z pidramnyka...
Teorema