Większa czcionka | Mniejsza czcionka
My wsi żywem w materialnomu switi. Kazaty, szczo komus absoljutno ne potribni hroszi, buło b ne zowsim czesno. Ta w pohoni za materialnymy cinnostjamy i błahamy ne warto zabuwaty pro te prekrasne, szczo nas otoczuje, te, szczo daruje radist i robyt nas szczasływymy.
Meni dlja szczastja ne potribno nedosjażnoji mety,
Nezdijsnennoji mriji, ja szczasływyj doty, poky możu jty.
Ja ne budu, kohos abo czohos czekaty i szukaty,
Szczob łysze todi sebe szczasływym widczuwaty.
Ja pacan z wełykymy ambicijamy, ałe szczastja dosjahaju,
Koły kożen nowyj deń plidno i weseło prożywaju,
A dlja coho ne musowo, szczorazu maty kupu hroszej,
Czasom dlja szczastja wystaczaje, szczob pohoda buła chorosza.
Ja pidu basketboł pohraju, w koszyk pozakydaju,
Komus postawlju paru błokiw i słemy pozabywaju,
Nawit pryjmaty pislja coho dusz – ce wże wełyke szczastja,
Osobływo jak w hrafik harjaczoji wody wtysnutys wdastsja.
Potim można po tjeliku, jakus komediju powtykaty,
Żyttja sobi prodowżyty z wesełoji fihni porżaty.
Zakosyty pid mudroho czuwaka i knyżku poczytaty,
Prozrity wid toho, jak w switi wsoho cikawoho bahato.
Pryspiw:
Meni dlja szczastja ne treba bahato,
Bażaju wsim prożywaty kożen deń jak swjato. (wes kupłet – 4)
Kobita ne krempujsja, daj pocomaju szczoky,
Potim pidem w kimnatu – tam pobawymos trochy.
Ty mene ne ljakajsja, jakszczo ne prosysz – ja ne kusajus,
Łeżysz sobi, tycheńko stohnesz i rozsłabljajeszsja...
Potim z’jimo fruktowoho sałatu,
Abo szcze jakojis fihni smacznoji, de witaminiw bahato.
Widnowymo syły, hajda hratysja znowu,
Spiłkuwatys mowoju tiła, żodnoho zajwoho słowa.
Potim można pity do druziw, jaki zajwoho ne spytajut,
Jaki w bidi nikoły ne kynut, i mozok ne hrajut.
Poprikałujemsja razom z nymy, wyna pop’jemo,
Pohoworym pro wiczni istyny i łokalni probłemy.
Muzonczik wrubym na wsju, wełykych bisjukiw pohonym,
Widpoczynem wid uoho, żyttjewoho honu,
Budem w nosi maty wse pohane szczo może statys,
Budem tym, szczo majem tiszytys i nasołodżuwatys.
Pryspiw
Wizmu bratyka Stepanczyka, zamutym malczisznik,
Pidem w park kultury.
Dlja ńoho atrakciony, dlja mene szury-mury,
Z kobitamy-cziksamy-szmiksamy-biksamy,
Wowka i Stopka budut tak hudity, szczo mało miscja.
Najimos morozywa, popkornu, sołodkoji waty,
Na maszynkach budem katatys ne odyn raz, a bahato...
Dowho tam ne zatrymujemsja, i wałym dodomu,
Zbyrajem sim’ju, jdem na piknik w lis bilja domu.
Firmowyj szaszłyk tato hotuje, wsoho za kilka chwyłyn,
I my wże hamajem joho, nasza wełyka rodyna.
Nasołodżujemsja żyttjam, zdorow’jam, pryrodoju,
Spiłkuwannjam odyn z odnym, choroszoju pohodoju...
Najawnist takych prostych reczej robyt mene szczasływym.
I dlja wsoho coho ne treba szczob stałos jakes dywo.
Żywi j zdorowi ridni, druzi, kobita wrodływa...
Wse reszta w comu switi i tak dostatńo krasywe!..
Pryspiw