Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Dykyj hołub u nadweczir’ja
Newbłahano i hłucho workocze.
Mow nad mudrym i dawnim powir’jam
Win czakłuje w czekanni noczi.
A nawkoło taka prozorist –
Neprychowana i widwerta.
I ja baczu: wychodjat zori
Czerez chmary witramy poterti.
I ja wirju: des paporot kwitne,
Jak prodowżennja dawńoi kazky,
I pidnosyt nad ciłym switom
Syze połum’ja wiry i łasky.
Syze połum’ja w nicz na Kupała!
Ne hasy swoji tychi pożeżi.
Ja znajdu twoji dywni pryczały,
Bo ja wirju u nych bezmeżno.
A na paporot hołub siw.
Tam, na paporot hołub syzyj.
Nepidwładnyj ocij krasi, –
Rozbywaje zori karnyzy.
Nicz naprużena, nacze łuk,
B’je łunoju u tyszu nezwycznu.
Na dorohach jakych rozłuk
Kwitne paporot romantyczna.
I nawiszczo ocja krasa?
I nawiszczo ci łuny nyzom?
Koły hołub pryreczeno sam
Rozbywaje zori karnyzy.