Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Rankowyj pejzaż budennosti switu –
Łjudy spiszat wse szwydsze i szwydsze.
W pohonjach wes czas – żyttja probihaje,
A ty w sujeti za nym ne wstyhajesz.
Ty w sujeti sebe zahubyw,
Sered masy ljudej ta maszyn.
Wony zahanjajut tebe u kutok –
Nepomitno stawljat na tobi sztrych-kod.
Wważajesz nezałeżnosti stan?
Mabut zdywuju – ce samoobman!
Swobodu darujut nam łysze poczuttja.
Sonce rankowe, rany niczni –
Rozy, bajany, krow na stini
Dlja tebe meni tut mało zemli.
Druh druha wbywaje za durni papirci,
Druh druha wbywajut za ideji tupi.
Nadijus, szczo ty ne budesz takym,
Nadija wmyraje – ja znowu odyn!
Pryspiw:
Misto! Wbywaje tebe!
Tisno! Ne baczysz sebe!
Łjudy spiszat tudy sjudy!
Łjudy biżat w nikudy!
Za myt do kincja – na dołoni...
Za myt do żyttja – ty znowu u połoni...
Za myt do kincja – na dołoni...
Za myt do żyttja – ty znowu u połoni...
Szcze odyn krok do bezhłuzdoji wicznosti.
Szcze odna myt – widczuttja trahicznosti.
Krok za krokom nabłyżajetsja kinec
I wpersze w żytti ty ne jdesz nawprostec!
Pohljad twij porynaje w mynułe:
Swit nawkoło staw znaczno pochmurym.
Swit zminywsja, i ty ne pomityw, –
Kinec zawis – i hasne switło!
Pryspiw