Większa czcionka | Mniejsza czcionka
I
Woseny tak sołodko czipljatys za mynułe.
Raz pryjszły u hrudy ti, koho nema wże. Z nymy
te, czoho ne bude: siły, pobałakały, popłakały.
Todi miż chmaramy u nebi szcze buły syni pljamy. Tak buwaje woseny.
Inodi tak sołodko byty po sobi mynułym.
Tak, szczob bez tjamy (mamo-mamo-mamo).
Znajesz, chtos u hołowi mojij riże dirku. Zwidty pustyt kinopliwku –
czorno-biłym po żywomu: na, pryhaduj, jak buwaje woseny
W tumani wczora baczyw wranci siri baszty
Znajesz, z nych oczyma wikna. Inodi znenacka straszno
Niby szos ważływe duże wczora ja prohraw w azarti
Jidu os teper w płackarti tudy, de budu dowho...
Pryspiw:
Teper ja znaju, jak buwaje woseny.
Ja pytaw. Może czuw chto, może, ni.
Teper ja znaju, jak buwaje woseny.
Ja pytaw. Może czuw chto, może, ni.
II
Woseny skriz żowte. Syni pljamy poznykały
Ja pytaw – kudy? Koły? Czi je na comu dni korały?
Szos widpowiło: nje-a. Szos posmichnułos krywo
Ja widczuw, szczo wse daremno, szczo wse mymo. Piszła zływa.
Kak-kak-kap-kap. Jak slozy iz oczej Marusi
Mokri ljudy w odnyni. Może, płaczut. Może, ni.
Nemow babusi szorchajut dodomu, jak w nicz
znykajut z neba pljamy syni. Znajesz, tak buwaje...
Zrobywszy salto, łystja wnyz strybało, jak
u cyrku ljudy. Jszły doszczi, jak pid kopirku. Ta, jak
zirky wranci rano, wse, żowtijuczy, znykało. Tym czasom
des u nebi moji chmary pljamy siri znow pljasały w odnyni.
Pryspiw
III
Dali wse mowczało dowho. Trochy zmerz ja. Buw ranok sywyj
Ta nowym asfaltom biłym (szczo ż robyty?) piszow dodomu
Ja ta snih ne rozumiły. Stałos szczo? Nawiszczo? Czomu?
Szczo ja pytaw tak dowho wczora... u mikrofona...
Pryspiw