Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Ja baczyw u trawni, jak padaje snih,
Ja baczyw u żowtni, jak kryszytsja lid;
Ja atomnyj wychor pobaczyw wwi sni,
Pobaczyw chymeru na czornim koni.
Wid strachu ja oczi umyt zatuływ,
Ta cym wże niczoho, na żal, ne zminyw:
Porynuła w morok płaneta moja,
Najkraszcza u Switi płaneta Zemlja.
Odyn tilky żach załyszywsja w pitmi
J bezmeżni dowkoły chołodni j nimi;
U widczaji ja zakryczaw na wes swit,
Ta z neba posypaws łysz moroku cwit.
W tu myt ja prokynuws wid dywnoho snu
I neba pobaczyw krapłynu jasnu,
Smijałysja dity – radiły wesni,
I pisnju hajiwka spiwała meni.
Widtodi mynuło czymało wże dniw –
Ja baczyw bahato-bahato szcze sniw,
I czasto na dumku spadaje meni:
Jak dobre, szczo sny ne zbuwajutsja wsi.