Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Jichały kozaky so służby domoj.
Na płeczach pohony, na hrudjach chresty.
Jidut po dorozi – papasza stojit.
– Zdrastuj, papasza. – Zdorow, synok.
– Rozkaży, papasza, jak sim’ja żywe.
– Sim’ja, sława Bohu, prybawyłasja:
Żena mołodaja za pam’jatju żyła,
Ot czużoho muża dytja rodyła.
Syn otcu – ni słowa, sidaje na konja,
Na konja hnidoho i mczytsja domoj.
Dojizża dodomu – żena j mat stojit,
Ta stojit z ułybkoj żena j jiji synok.
– Prosty, mij synoczok, żenje ty mołodoj.
– Tobi, mat, proszczaju, żenje że – nikohda.
Zablistała sablja w kozackoj rukje,
Złetiła hołowuszka z njewjernoj żenje.
– Oj synku, mij synku, szo ż ty narobyw?
Małuju dytynu nawik osyrotyw.
– Żenu pochoronjat, dytja ljudy wozmut,
Minja, mołodoho, w Sybir otoszljut.