Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Tam u lisi, pry doriżci
Sołowejko tochkaje,
A Marusja pry krynyci
Myłoho czekaje.
Oj dowheńko jij pryjszłosja
Na myłoho czekaty.
Zachotiła wona skoro
Do ditoczok wertaty.
Chata jiji w połonyni
Pomiż dwoma werchamy –
Tam stareńkyj jiji batko
Pomeże ditoczkamy.
Napownyła horszky wodow,
Z konowkamy wertaje,
Szczoby myłyj ne żurywsja,
Czomu jiji nemaje.
Tilky wyjszła wona z chaty –
Striły łetjat serijamy,
Ta Marusja skoro biżyt
Pomiż tymy kuljamy.
Pered neju na steżyni
Zw’jazkowa Hanja pade,
Ta rukoju do krynyci
Nemiczno pokazuje.
Prybihaje do krynyci –
A tut jiji Wasylko,
Skrywawłenyj dohorjaje,
Szcze szepocze: "Marijko".
Woroh ljuto atakuje,
Os, os wże prorywaje...
Ta Marusja z kułemeta
Czerhoju jich stynaje.
Wczasno pryjszła dopomoha,
I woroha widbyto.
Prybihaje do myłoho –
Ta buło wże zapizno.
I zawmerło jiji serce...
Zatrymało more sliz...
Obow’jazok swij widczuła
Ponad syły swojich lit.
Pochowała wona muża
W połonyni pry chati,
Postawyła chrest z berezy,
Posadyła jaseny.
I ditoczok prowodżała –
Promowljały mołytwy...
Rosły syny, mow jaseny,
Hartuwałys syroty.