Większa czcionka | Mniejsza czcionka
W chołodnu dnynu, sered snihu j mrjaky,
Nad swiżym hrobom, szczo na nych czekaw,
Stojało trysta szistdesjat wojakiw –
Nichto ne zradyw, łasky ne błahaw.
I wpaw nakaz, kłekoczut skorostriły
I stełytsja kozactwo, mow trawa,
I trup za trupom padaw do mohyły,
A skorostrił kłekocze, ne whawa.
Za trupom trup skrywawłenyj, jak rana,
Pade w dowżezni kopani rowy...
Rehoczetsja jurba sołdatska p’jana,
Szczo chtos w rowy upaw napiwżywyj.
Odyn striłec, z nekrytoji szcze jamy,
De buło czuty zojk, ranenych zow,
Hrozyw katam krywawymy rukamy:
"My nyni hynem, zawtra – krow za krow!"
Chtos weczorom zakopuwaw mohyłu
I czuw, jak w nij striłec, szczo pomyraw,
Szeptaw do druha swojeho nasyłu:
"Ty smertiju żyttja narodu daw".
Pływut lita, wid rodu i do rodu
Spiwaje dumu nam nowyj kobzar
I ożywaje u pisnjach narodu
Krywawyj, szcze ne pomszczenyj Bazar.