Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Kożen deń ja prochożu kiłometry,
Bilja mene sotni ljudej – zaterti sjużety,
Kożen z nych szczos wid mene chocze,
Ałe dawaj ja budu prosto perechożym.
Prosynajus, widkrywaju oczi
I dumaju pro tebe, karocze...
Ne choczu dramatyzuwaty,
Ałe sim dniw odyn toj samyj son napewno zabahato.
I ty budesz smijatys, ałe duże ważko ce w sobi trymaty,
Ne prywyk prohrawaty.
I skazaty ce możu tilky w pisni:
– Ty meni potribna, dijsno!
Nikoły ne howorju szczos prosto tak,
Nadojiły odnorazowi stosunky, sołodka brechnja.
Ałe ja wirju wse bude, jak maje buty,
Mij Łwiw, naszi wułyci – zijdutsja naszi marszruty.
Pryspiw:
Usmichnys... żyttja odne!
Usmichnys... wse bude!
Usmichnys... ja ljublju tebe!
I ne schowaty ce nikudy... (wes kupłet – 2)
Ja chotiw buty dlja tebe wsim czym ja możu buty.
Sterty, zabuty ne wychodyt.
A ljudy nawkoło dali bihajut po kołu.
Tak fihowo bojatys podzwonyty tobi, chocza by po-prikołu.
Mowczaty, czuty twij hołos des tam po tełefonu,
Powtorjaty szcze raz znowu j znowu,
Bo fiszka w tomu,
Szczo nikomu nikoły ne bude pro ce widomo.
Jak zawżdy stawlju szcze raz tu samu debilnu komu.
Ja pam’jataju tu rozmowu,
Pam’jataju twij pohljad i pusti obicjanky,
Szczo wse bude dobre.
Poprobujem szcze raz, możływo wse wyjde w nas.
A wybacz – ja pas, ce wże bez mene...
A w tebe majbutnje take jaskrawe i take szałene.
Ja budu ułybatys dywljaczys na tebe zi sceny...
Pryspiw