Większa czcionka | Mniejsza czcionka
A tam w haju zełenim sered pachuszczych traw
Łeżyt striłec ranenyj, striłec-powstanec wpaw.
I krow jomu hamujut joho wirni druzi,
I rany zawywajut, a win nenacze spyt.
Wid witru poczorniło powstanskeje czoło,
Poblidły kari oczi i łyczko pożowkło.
I szczoraz słabsze j słabsze powstanske serce b’je,
I skoro nicz mynaje, i znowu deń staje.
A u nedilju rano, jak poczało switat,
Biżyt jakas diwczyna, biżyt wona do nas.
Biżyt wona steżkoju, a kuli nacze hrad,
Biżyt wona szcze szwydsze, ne piddajetsja wzad.
Prybihła do myłoho i stała howoryt:
– Oj, moje ljube serce, a szczo tebe bołyt?
– Bołyt mene, diwczyno, cja prawaja ruka,
Szczo mene poranyła cja kulja moskalja.
Ne płacz, moja diwczyno, ne płacz, ne żurysja,
Idy u sad wysznewyj – Bohu pomołysja.
Ne płacz, moja diwczyno, ne proływaj słezy,
Idy u sad wysznewyj – druhoho poljuby.
Iszcze raz słabsze j słabsze powstanske serce b’je,
Powstanec umyraje, a diwczyna płacze.