Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Zhasnuw deń, nastała nicz. Wyriszyw ja prohuljatys,
Podywytysja na misjac, zirkamy pomyłuwatys.
Weczir wydawsja czudowyj, podrużywsja z diwkoj klowoj.
Strunka, harna, och krasunja. Też ljubyła pownołunnja.
Pryspiw:
Usmichnułas meni dolja, cju krasu taku zustriw.
Ja wid neji bożewoliju, perszyj raz ja poljubyw.
Dowho z neju zustriczawsja, zrazu ż ja ne zrozumiw...
Pryweła mene na cwyntar. Ja do neji zahoworyw:
– Naszczo ż my sjudy pryjszły? Szczos dopetraty ne możu.
Nu skaży szczos howory, ce na tebe het ne schoże.
Pryspiw:
– Powezło tobi, hadajesz? Łjubyj, ja skażu, szczo ni.
Ty pro mene wse ne znajesz, pomyływsja ty w meni...
I wona rozrehotałas, na obłyczczi pominjałas.
Wyrosły u neji zuby, jak w wampira, jak w Drakuły.
W moju szyju pryczepyłas, mow komar krowi napyłas.
Tak teper ja ne ljudyna, staw takym samym wampirom.
Pryspiw:
– My z toboju dity noczi – w temnoti wse baczat oczi.
Ty mene takym zrobyła, my z toboju dwa wampira.