Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Pohljań na ce meni tak ważko wrjatuwaty sebe,
Zaspokojity sebe, jakymys wtisznymy dumkamy,
Mow strybkamy czerez pekło prokładaju sobi szljach,
Ne zwertajuczy z dorohy, nesu z soboju wsi trywohy,
Szczo tak meni boljaczy zrobyły, z takoju syłoju probyły,
Moju duszu podiłyły na małeńki try czastynky,
Mow chatynky bez wikonec, odni dyrky, dweri, i pustota!
Choczu, szczob ty mene poczuw, mij kożnyj krok, jakyj zdijsnjaju,
Ta zahljanuw do mene w duszu, jaka wid bolju styskajetsja,
Szczo tam kojitsja, to łycho, ałe ż ty ne czujesz toho kryku,
Szczo wyrywajetsja z seredyny z prochannjam i bażannjam,
Zakryty oczi na swit, bo tut nemaje j doli prawdy,
Druzi wmyrajut deń za dnem, a chto ne wmyraje,
Wyżywaje, prożywaje, – toj strażdaje!
Zwerny swoju uwahu, na mene koły kłyczu,
Tak żyty bilsz ne możu – pomoży.
Jakby ty mih spustytys, na zemlju podywytys,
Toj żach stosunkiw, szczo je miż ljudmy.
Ty zrozumiw i daw nam syłu, w naszych słowach,
Distawszy jich z syroji mohyły, peretworywszy, na nasz skarb,
Kotrym my zaraz wołodijemo, spiwajemo, radijemo!
Widtak ja dumaju teper, pered tym, jak szczos skazaty,
Napysaty try słowa tobi, ce dlja mene ne je wtrata,
Wony znajut, szczo koły win poczynaje howoryty,
Treba słuchaty uważno, bo win pryjszow sjudy nawczyty.
Wy ne rozumijete koły wy musyte borotysja sylnisze,
Niż wy borołysja ranisze, tomu, szczo wse, szczo w nas wseredyni – ce wijna,
Wijna dobra ta zła, bud obereżnym szczob syła zła ne peremohła!
Wony wsmichajutsja tobi, koły ty jich pomiczajesz,
Ta posmiszka nacze drużnja, ałe czas ljudej minjaje,
Toj chto wyris z toboju, buw z toboju porucz,
Odnoho razu robyt krok – i w spynu niż tobi wstromljaje!
Zwerny swoju uwahu, na mene koły kłyczu,
Tak żyty bilsz ne możu – pomoży,
Jakby ty mih spustytys, na zemlju podywytys,
Toj żach stosunkiw, szczo je miż ljudmy.
Skaży meni, czoho ne każesz pro te szczo ja tebe proszu,
Ne każesz jak meni tut żyty ne każesz pro moju duszu,
Ja b rozpowiw ce wsomu switu, i wony b czitko znały,
Piszły b na zustricz doli w poli, abo spokijno sobi spały!
Zwerny swoju uwahu, na mene koły kłyczu,
Tak żyty bilsz ne możu – pomoży,
Jakby ty mih spustytys, na zemlju podywytys,
Toj żach stosunkiw, szczo je miż ljudmy.
Ce ty – chto probudżuje mene kożnoho dnja,
Ce ty – komu ja wdjacznyj wid duszi,
Ce ty – jedynaja pidpora nastannja,
Ce ty mij Boh nazawżdy!
Ce ty – chto probudżuje mene kożnoho dnja,
Ce ty – komu ja wdjacznyj wid duszi,
Ce ty – jedynaja pidpora nastannja,
Ce ty mij Boh nazawżdy!
Ce ty!