Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Horiłka ukraj rozbeszczuje
czołowiczi towarystwa.
Musyt buty chocz jakas dama –
inaksze kapec. Na tretij hodyni wsi
zwirijut, na czetwertij – możływe
rozmachuwannja brytwamy czy topircjamy.
Na p’jatij widbuwajutsja kajattja z płaczem,
ciłuwannja ruk i nih,
toż ukraj neobchidna chocz jakas dama,
szczob ce ne wyhljadało tak ohydno.
Toho razu w naszomu towarystwi
ne buło żodnoji damy
Jszła p’jata hodyny pyjatyky.
Win namahajetsja szczos wyczytaty
z mojeji dołoni.
Oho, każe win, ja nawit ne możu
skazaty tobi wsijeji prawdy, oho,
Każy, każu.
(Meni po cymbałach, ja chocz i zaraz hotowyj
na wse – u swoji trydcjat rokiw, bo ja
hotowyj, bo p’jata hodyna, bo maju prawo
na prawdu, bo meni po cymbałach).
Oho, każe win, ja nawit ne znaju,
jak ce tobi skazaty, oho.
Wały, palju.
(Meni fiołetowo, ja chocz i zaraz – wenu
czy kulju w czoło – u swoji załedwe trydcjat,
bo ja fiołetowyj, bo p’jata hodyna, bo choczu
znaty, jakoju strasznoju wona b ne buła).
Za tretim razom win wymowljaje
swoje "sorom sim". Ach, jaka połehkist!
Ciłych simnjadcjat rokiw! Jaka prostorist!
Jaka prozorist
na obrijach!
Pam’jataju jak zaraz:
des koło tretoji ranku
ciłe kodło wywaljuje na swiże powitrja
wse dopyto, żodnoji syharety,
mpotykajuczys roztynajemo temrjawu.
Potim szcze znenacka:
spitniłu dołonju wytyraju oju zełenu trawu,
same tak, zełenu, bo – seredyna kwitnja.