Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Zasypaje metełycja
Naszu steżku w sadu,
Może, szczastja szcze wernetsja,
Ty pokłycz – ja pryjdu!
Naszi werby, jak syroty,
A na ozeri – lid,
I bezżalno metełycja
Zamitaje twij slid...
Snihom wichoła kołetsja...
A u spohadach znow
Nasze persze pobaczennja
I wesilne wyno!..
Jak że tak wono stałosja,
I prowyna czyja,
Szczo tak rano rozstałysja,
Rozijszłys ty i ja?
To zawyje churdełycja,
To zapłacze dytjam...
Może, szcze pojednajut des
Nas dorohy żyttja?
Znowu werby nabrunjatsja
Chaj na cych berehach,
Skresne kryha na ozeri
I u naszych sercjach!
Zawirjucha wse dużczaje,
Potemniw biłyj swit...
Des u sywomu moroci
Zahubywsja twij slid...
Pożalij że, metełyce,
Naszu steżku w sadu,
Może, szczastja szcze wernetsja,
Ty pokłycz – ja pryjdu!