Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Oczeret meni buw za kołysku,
W bołotach ja rodywsja i zris,
Ja ljublju swoju chatu polisku,
Ja ljublju swij zażurenyj lis.
Szczo tam tropiky, pyszni Pampasy,
Zahljanit-no u duszu do nas,
Ja oddaw by za neji odrazu
I Tybet, i Urał, i Kawkaz.
A poliski pochmurni bołota
Piw-Polissja woda zajnjała,
Tilky de-ne-de chutir samotnij,
Tilky de-ne-de kłapot seła.
I ne dywno, szczo ljubymo zmałku
Bujni wody i bujni pisni,
Nasze serce – to serce rybałky,
A żyttja nasze – knyha borni.
Chocz u złydnjach żywemo, u brudi,
Ta prywiłlja jake po wesni,
Koły wystawysz witrowi hrudy
I łetysz, i łetysz na czowni.
A woda i chljupocze, i płacze,
Zachłynajetsja w ljutij złobi,
Nu skażit, w koho serce harjacze,
Jak wesnu, po wesni ne ljubyt.
I ukryjut bezkraji prostory
Biłokuri czajky i czowny,
Tilky słuchaj, jak wody howorjat
W bujnim zaspiwi swjata wesny.
Tilky słuchaj, jak chwyli chljupoczut,
Jak nestrymano powiń hude,
Zajwyj ruch – i na obrij zaskoczysz,
Zajwyj ruch – i nawik propadesz.
A koły zarehocze nehoda,
Otodi ne kepkuj iz wody,
Jak dlja neji czortjaky ne whodysz,
Och, zaznajesz ty brate bidy.
Tak hartuje pryroda do boju
Nas iz samych małeseńkych lit,
My zrosłys, pobratałys z wodoju
I żywemo, jak wmijemo żyt.