Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Эta wełykaja nocz.
Эto edynaja docz oskopłennich otcow.
Nas ob'edynjaet postel w poyske snow.
Wydymaja temnota.
Słiszymaja w nebesach kołokolnaja trel.
Zemlju pytaet tepłom nasza postel.
Zabitaja namy łeżyt dobrota.
Propytannie potom эty pustie teła –
Hnyłaja woda.
Razdwyhaja nohy эtoj chrupkoj knyhy,
Oszczutyw upruhost wjuszczychsja stranyc.
Pered hłazamy – ułyca czużych łyc.
Ot prykosnowenyja suchye bukwi
Mjahko spadajut, ukraszaja poł.
Ostajutsja łysz kartynky
Dlja sosedej, umstwenno razwytich...
Ja wydeł, kuda padaet sołnce.
Ono uchodyt skwoz postel,
W hłubokuju szczel.
Oruszczee nebo w okne.
Żużżanye much na stekłe – preljudyja dnja.
Chorałi pojutsja tohda, kohda wikljuczen swet.
Otkroj dlja menja swoju płot!
Czy – to dety proszły po tebe, ne dawaja usnut.
Do reber yzhrizły twoju obwetszałuju hrud.
No kohda mołoko prewraszczaetsja w krow,
Kohda bohy smejutsja w łyco, эto możet bit
Tolko odno –
Эto Łjubow.
Wszy
Rabota
Ułyca czużych łyc
Chybraj
Komu wnyz!
Padaja wwerch
Pesnja o myre
Tycho w horach
Bołero