Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Za panskoji Polszczi u naszomu misti
Żyły dwa rozbijnyky-recydywisty,
Szczonoczy prochożych wony hrabuwały,
Prołyły newynnoji krowy czymało.
A zdobycz torbamy nosyły w chatynu
I tam sy diłyły na dwi połowyny,
Łapała jich policija po wsij zemli Haliciji
Ta buły pidli złodiji chytriszi wid policiji.
Ta-ri-di, ojra, ta-ri-di, ojra,
Ta-ri-di, ojra, ta-ri-di, ojra-ra.
Odnoji osinńoji temnoji noczy
Potrapyw hrabiżnykam pekar na oczy,
Nehidnyky zzadu pidstupno napały
I bubłykiw w’jazku bezprawno zabrały.
U lihwi swojemu schowałys bandyty
I bubłyky poriwnu stały diłyty,
Tomu szczo isnuwała w nych swoja złodijska etyka,
Poky ne pohubyła jich zwyczajna arychmetyka.
Ta-ri-di, ojra, ta-ri-di, ojra,
Ta-ri-di, ojra, ta-ri-di, ajn, cwaj, draj.
(Chołjera jasna...
Szljak by joho trafyw...)
Zaczały diłyty wony sprawedływo –
Raz bubłyk naprawo, raz bubłyk naliwo,
I buły by wże podiłyłysja harno
Ta buła tych bubłykiw kilkist neparna.
I perszyj diływsja, i druhyj starawsja,
A bubłyk oden wse jidno zistawawsja.
Pokynuły diłytysja, za bubłyk poswaryłysja,
Spoczatku wyzywałysja, a potim i pobyłysja.
W odnoho w sercju niż krywyj,
W druhoho łeb roztroszczenyj,
Ne stało dwoch hrabiżnykiw,
A stało dwa nebożczyky.
A wse mohło skinczytysja
Bez gwałtu i bez paniky,
Jakby z jednoho bubłyka
Zrobyły dwa rohałyky.
Otoż bo, ljubi ditoczky,
Jak ne budete wczytysja,
To może biohrafija
Trahiczno zakinczytysja.
Ta-ri-di, ojra, ta-ri-di, ojra,
Ta-ri-di, ojra, Maruska, ajn, cwaj, draj!